Realizacja projektu wiąże się z regularnymi spotkaniami zespołu projektowego.

Projekt naszej szkoły zatytułowany „Muzyczny Klucz do Europy” został zakwalifikowany do realizacji w ramach programu Erazmus+.

2 lutego nasz wniosek został złożony w Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji Narodowej Agencji Programu Erasmus+.

Zespół projektowy rozpoczął pracę nad wnioskiem. 
Zbadaliśmy potrzeby naszej społeczności szkolnej, rozpoznaliśmy nasze słabe oraz mocne strony, rozpatrzyliśmy szanse i zagrożenia.
Zdecydowaliśmy, w jakim kierunku będziemy zmierzać. 

Cork to drugie co do wielkości miasto w Republice Irlandii. Jeśli chodzi o całą wyspę, to trzecie - bo większy jest Belfast - ten  znajduje się jednak pod panowaniem brytyjskim.

Cork to bardzo stary port założony jeszcze przez Wikingów.

Szkolenie na Malcie, to moc inspiracji i nowych kontaktów. Dwa tygodnie w gronie nauczycieli z Holandii, Łotwy, Bułgarii, Polski i Malty, to zastrzyk energii i bank nowych pomysłów.
Codziennie od 9:00 do 15:30 mieliśmy zajęcia w kilkuosobowych grupach. Każdy dzień poświęcony był innym zagadnieniom.

I tak oto mój pobyt w Edynburgu dobiegł końca. Kurs skończony, certyfikat w dłoni – można wracać. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Tak to jest kiedy czas, pomimo obowiązków (o rany, nie pamiętam kiedy ostatnio naodrabiałem się tylu prac domowych…!), upływa naprawdę miło. Będzie co wspominać, a zdjęcia pomogą.

Jaki jest więc ten Edynburg? Miasto doprawdy robi wrażenie – począwszy od położenia, poprzez zabytki, a skończywszy na niezwykłej atmosferze. O wzgórzach, na których leży sam Edynburg już pisałem, ale warto wiedzieć, że miasto od wschodu i południa otaczają wzniesienia, które dostarczyć mogą niemałej frajdy miłośnikom trekkingu.

Dzień po moim przylocie na Maltę, podczas wieczornego zwiedzania okolic szkoły, w której mam kurs językowy, zauważyliśmy z kursantami tłum ludzi podążający z zapalonymi świeczkami. Na tyle duży, że zapytaliśmy jednego z uczestników czym jest on spowodowany. Okazało się, że uczestnicy marszu składali hołd zmarłej w wyniku zamachu bombowego Daphne Caruana Galizia.

Zacznę może od kwiatów z Edynburskiego Królewskiego Ogrodu Botanicznego dla wszystkich Koleżanek i Kolegów Nauczycieli w Polsce, a przede wszystkim pracujących w naszej Szkole na Sosnowej.

Jak wiadomo, Dzień Komisji Edukacji Narodowej przypadł w tym roku w sobotę, więc nie mogłem świętować go w szkole, gdyż w soboty i niedzielę Edinburgh School of English jest nieczynna. Ale za to od poniedziałku do piątku dzieje się tu całkiem dużo.

To naprawdę piękne miasto. Wystarczy dojechać do centrum i wszystko jasne – nad całością dominuje wzgórze zamkowe, a w zasadzie góra – skalista i stroma; gdzie nie spojrzeć coś ciekawego… Spacery tutaj to prawdziwa frajda. Nawet pogoda, taka trochę brytyjska – chmury i od czasu do czasu siąpi deszczyk, nie przeszkadza w delektowaniu się urokami miasta. Jednak jeśli tylko przebije się choć trochę słońca widoki są doprawdy olśniewające!

To była szybka decyzja. Nie zastanawiałyśmy się z Martą, moją koleżanką z Madrytu, zbyt długo. Płyniemy! Hurry up! – krzyknęła dziewczyna, która nas namówiła. Niestety na miejscu okazało się, że się spóźniłyśmy. Łódka (zwana tutaj punt) odpłynęła. Musiałyśmy czekać na następną.

Z uwagi na to, że miałyśmy sporo czasu zdecydowałyśmy się pójść na pyszna kawkę i lody. I już miałyśmy zasiąść w kawiarnianym ogródku…gdy nagle – jak nie lunie jak z cebra! Ściana deszczu! We’re lucky! Gdybyśmy zdążyły na wcześniejszy rejs, pewnie nie byłybyśmy z tego powodu zadowolone. A tak mogłyśmy na spokojnie rozkoszować się kawką i czekać aż popołudniowe słoneczko przedrze się przez chmury. Ok. It’s time to go – rzekła Marta. Na miejscu zbiórki czekali już pozostali uczestnicy naszej wyprawy – Amerykanie, dwie Brazylijki oraz Japończycy. Wejście na łódkę wcale nie było takie łatwe – trzeba było to zrobić powoli i ostrożnie, tak, aby łódka się nie wywróciła i nikt z nas nie doświadczył nieplanowanej kąpieli. 

Pierwszy dzień września zwiastuje  nie tylko koniec wakacji ale i mojej erasmusowo-londyńskiej przygody. W głowie huczy tysiąc pomysłów na nowe zajęcia i wspomnień z minionych dwóch tygodni.

Doskonale pamiętam, gdy przed wyjazdem nerwowo zmagając się z biurokracją  miałam z tyłu głowy myśl, że to nie jest tego warte.

Nie miałam racji. Było, jest i będzie warto (już myślę o następnej edycji Erasmusa w naszej szkole?). Mówię to w pełni świadoma, że przede mną jeszcze etap składania raportów z mobilności, „szerzenia” efektów, domykania projektu i z pewnością nie raz będzie nerwowo i stresująco. Ale wszystko, czego tutaj doświadczyłam jest tego warte:


Projekt "Muzyczny klucz do Europy" jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej.

Treść strony internetowej odzwierciedla jedynie stanowisko jej autorów
i Komisja Europejska oraz Narodowa Agencja Programu Erasmus+
nie ponoszą odpowiedzialności za jej zawartość merytoryczną.