Moje zajęcia z języka angielskiego były bardzo intensywne. Trwały codziennie od 9.00 do 15.30. Pomiędzy poszczególnymi lekcjami mieliśmy 2 przerwy 5-minutowe, jedną 20-minutową na kawę oraz 40-minutową na lunch. To był dla mnie czas bardzo wytężonej pracy. Z drugiej strony zaś przypatrywałam się moim nauczycielom, starałam się podpatrzeć ich metody pracy, sposób komunikacji ze studentami, ich przygotowanie i pomysł na zajęcia.

A pracę mieli niełatwą. Mimo iż byłam w grupie językowo najbardziej zaawansowanej, to jednak różnice kulturowe oraz duża różnica wieku uczniów były zdecydowanym utrudnieniem.

Podczas dwóch tygodni nauki miałam czworo nauczycieli. Każdy z nich miał swój własny warsztat pracy, swoje pomysły na zajęcia, swój temperament. Na lekcje z niektórymi czekałam z dużą niecierpliwością, inne zaś mi się dłużyły, a momentami nawet czułam poirytowanie, znudzenie.

Bardzo dużą inspiracją w swojej pracy była dla mnie Rachael.

To nauczycielka pełna energii, zaangażowania, z poczuciem humoru. Jej lekcje zawsze były dla mnie interesujące i zaskakujące. Na każdą lekcję przychodziła z konkretnymi pomysłami i zadaniami dla nas. Kluczem do sukcesu były emocje. Dużo się śmialiśmy, przeżywaliśmy pewne sytuacje, zdarzenia, kreowaliśmy scenki itp.

Poniżej przedstawiam najciekawsze pomysły Rachael.

  1. Metoda na Phrasal verbs – czyli działamy intuicyjnie.

Na początek nauczyciel podaje uczniom zestaw np. 20 słówek. Uczniowie mają ok 5-7min na zastanowienie się i zapisanie, co ich zdaniem dane słówko oznacza. Następnie nauczyciel podaje poprawne odpowiedzi. Podczas konfrontacji prawidłowej wersji z wersją uczniów jest zazwyczaj dużo śmiechu. Okazuje się bowiem, że studenckie przeczucie potrafi nas czasami zaprowadzić na niezłe słowne manowce ;)

  1. Metoda na zapamiętanie nowych słówek.

Nauczyciel podaje zestaw nowych słówek do zapamiętania. Następnie dzieli klasę na zespoły (maksymalnie czteroosobowe). Zadaniem uczniów jest napisanie historii, w której te słówka zostaną użyte. Słówka piszemy ołówkiem. Następnie uczniowie wymazują je, a swój tekst przekazują kolejnej grupie. Zadaniem grup jest odgadnięcie, jakie słówko będzie pasowało w danym miejscu.

  1. Utrwalanie poznanego słownictwa.

Praca w grupach. Nauczyciel zapisuje na tablicy początek historii. Zadaniem grup jest napisanie jej dalszego ciągu. W tekście należy użyć słów niedawno poznanych. Grupy piszą jedynie fragment opowiadania, ponieważ, gdy nauczyciel krzyknie: „zmiana!” przekazują swoją kartkę następnemu zespołowi. Tym, co dodatkowo dekoncentruje, rozprasza i zwiększa stres jest żywa, dynamiczna muzyka puszczona z głośników (np. muzyka z filmu Mission Impossible nadaje się tutaj idealnie ;) )

  1. Ćwiczenie wymowy, otwarcie się na mówienie w obcym języku, działanie pod presją czasu.

Nauczyciel dzieli klasę na zespoły 3 – 4 osobowe. Każdy zespół dostaje inną historię. Jego zadaniem będzie zrelacjonowanie jej na żywo (tak, jak to robią stacje telewizyjne) przed klasą. Każda osoba z grupy pełni w niej inną rolę: mamy reportera, który przeprowadza transmisję „live”, mamy świadka, mamy osobę spokrewnioną z ofiarą/bohaterem opowiadania, mamy przedstawiciela prawa itp. Uczniowie dostają ok 20 – 25 minut na przygotowanie się, a następnie prezentują to, co opracowały.

  1. Jedziemy na Ibizę!, czyli uczymy się zadawać odpowiednie pytania, słuchać innych i zapamiętywać to, co do nas mówią.

Każdy z uczniów ma przydzieloną jakąś rolę: mamy chirurga, modelkę, ogrodniczkę, multimilionera, sportowca, pisarza itp. Ważne, aby byli to ludzie o zróżnicowanym charakterze pracy. Każdy z uczniów ma ok. 5 – 10 minut na stworzenie profilu swojego bohatera. Przykładowo: jestem światowej sławy kardiochirurgiem, wybitnym specjalistą, autorytetem, jestem bardzo zamożny, ekstrawagancki. Nie mam rodziny. Na Ibizę przyjechałem na sympozjum naukowe, a wieczorem chcę korzystać z uroków tego pięknego miejsca oraz poznawać nowych ludzi. Nauczyciel zaprasza uczniów na środek sali. Włącza muzykę dyskotekową i prosi uczniów, aby zaczęli tańczyć. Muzyka gra głośno, uczniowie się bawią, a jednocześnie muszą podchodzić do siebie wzajemnie i mają próbować się poznać oraz zapamiętać jak najwięcej szczegółów z rozmowy ze swoim „nowym” kolegą, koleżanką. Na hasło: ”zmiana” uczniowie przechodzą do innej, wybranej przez siebie osoby. Po skończonej zabawie uczniowie wracają na swoje miejsce, a nauczyciel pyta ich na temat różnych ciekawych informacji, szczegółów, których się dowiedzieli podczas „imprezy na Ibizie”.

 

Oprócz wyżej wymienionych zabaw nasza nauczycielka często zadawała nam zadania do pracy w parach lub w grupach trzyosobowych. Były to krótkie, trwające nie dłużej niż pięć – siedem minut tematy do rozmowy mające na celu wprowadzenie do konkretnego tematu. Lekcje z Rachael były zawsze bardzo intensywne, ale ten wysiłek był przybrany w znakomitą zabawę i poczucie humoru. Tak zaserwowana wiedza była przez nas przyswajana szybciej i zostawała w głowach na dłużej (oby już na zawsze).

 

Moje lekcje popołudniowe miały charakter konwersacji. W pierwszym tygodniu uczył mnie Mark, w drugim Lucy. Oboje byli nauczycielami o bardzo różnym temperamencie i charakterze. Zdecydowanie bardziej wolałam zajęcia z Markiem. Były one prowadzone dynamicznie, tematy, które proponował nam do dyskusji rzeczywiście nas interesowały i budziły sporo emocji. Mark doskonale potrafił poprowadzić grupę we właściwym kierunku, nasze dyskusje puentował z humorem i dzięki temu każdy z nas czuł się bardzo dobrze na jego zajęciach. To było bardzo istotne, ponieważ wiele osób ma opory przed publicznym mówieniem w obcym języku. Lucy natomiast była zupełnie inna. Nie mogę odmówić jej przygotowania – zawsze miała zestaw zadań, tematów, które chciała, abyśmy poruszyli na zajęciach, jednakże często były to mało interesujące nas kwestie, a sama prowadząca odniosłam wrażenie, że ze swoim podejściem zdecydowanie bardziej nadawałby się do grupy przedszkolaków niźli do prowadzenia zajęć z dorosłymi ludźmi. Minusem było też to, że zdecydowanie trzymała się swojego planu, nie szła za tym, co interesowało grupę. Dopiero nasze dość silne sugestie sprawiły, że troszeczkę zmieniła swoje postępowanie. O tym jak ludzie odbierali te lekcje świadczyła frekwencja – w pierwszym dniu był komplet uczestników – 12 osób, a w ostatnim została już jedynie trójka najwytrwalszych. Szkoda.

 

Usiąść na nowo w szkolnej ławie, spojrzeć na proces nauczania z perspektywy ucznia, doświadczyć radości ze zdobywania wiedzy, chęci dowiedzenia się czegoś nowego, burzy mózgów podczas procesu tworzenia, ale także znudzenia, zniechęcenia, przemęczenia, poirytowania, doświadczyć różnego sposobu nauczania, różnego temperamentu osób prowadzących zajęcia, różnego ich podejścia do nauczania – to wszystko są  dla mnie bezcenne doświadczenia i jestem bardzo wdzięczna za to, że mogłam to przeżyć.


Projekt "Muzyczny klucz do Europy" jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej.

Treść strony internetowej odzwierciedla jedynie stanowisko jej autorów
i Komisja Europejska oraz Narodowa Agencja Programu Erasmus+
nie ponoszą odpowiedzialności za jej zawartość merytoryczną.