I tak oto mój pobyt w Edynburgu dobiegł końca. Kurs skończony, certyfikat w dłoni – można wracać. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Tak to jest kiedy czas, pomimo obowiązków (o rany, nie pamiętam kiedy ostatnio naodrabiałem się tylu prac domowych…!), upływa naprawdę miło. Będzie co wspominać, a zdjęcia pomogą.

Jaki jest więc ten Edynburg? Miasto doprawdy robi wrażenie – począwszy od położenia, poprzez zabytki, a skończywszy na niezwykłej atmosferze. O wzgórzach, na których leży sam Edynburg już pisałem, ale warto wiedzieć, że miasto od wschodu i południa otaczają wzniesienia, które dostarczyć mogą niemałej frajdy miłośnikom trekkingu.

Tuż za szkocką rezydencją Jej Wysokości Królowej Elżbiety II – Pałacem Holyrood

rozciągają się wspaniałe tereny spacerowe z dominującym masywem Arthur’s Seat (251 m.).

Panorama miasta jest stamtąd wspaniała, a zamek między skalnymi blokami wygląda wyjątkowo pięknie.

Jeśli ma się dosyć wysokości, wystarczy zejść, wsiąść w autobus i za dwadzieścia minut jest się nad morzem, w dzielnicy Edynburga zwanej, na podobieństwo Włoskiego kurortu - Portobelo.

Mnie gór było mało, więc sobotni czas wolny od szkoły wykorzystałem na wycieczkę w położone na południu Pentland Hills. To wspaniała namiastka słynnych szkockich gór z północy kraju, może nie tak skaliste, ale też nie takie małe (ich wysokość dochodzi do 600 m.). Zważywszy na to, że startuje się niemal z poziomu 0, można się całkiem fajnie zmęczyć.

Wypad do wzgórz Pentland można połączyć z odwiedzeniem pobliskiej Rosslyn Chapel – XV-wiecznej perełki architektonicznej, znanej m.in. z finałowych scen kinowego przeboju Kod da Vinci.

Co ważne, wszędzie można dojechać komunikacją miejską, co dla posiadaczy biletu okresowego jest niezwykle wygodne i do tego tanie.

Ulice Edynburga same w sobie są czymś bardzo atrakcyjnym, można po nich spacerować bez końca. Stare Miasto to, jak mówią Szkoci, taki trochę średniowieczny Manhattan, z kamienicami przekraczającymi niekiedy 10 pięter wysokości. To efekt ciasnoty w obrębie dawnych murów, która zmuszała mieszkańców do dobudowywania kolejnych kondygnacji w górę.

O wiele więcej przestrzeni jest w Nowym Mieście – to z kolei przykład szkockiego oświecenia, które rozwinęło się wyraziście także na gruncie architektury.

Gdziekolwiek jednak się nie ruszyć nad wszystkim góruje ów wspaniały zamek, równie piękny w dzień

o zachodzie słońca,

jak i w nocy.

Edynburg to miasto nie tak wielokulturowe jak Londyn, ale i tu widać i słychać szereg nacji z całego świata. Są też oczywiście Polacy i to w naprawdę dużej liczbie. Polskie akcenty można spotkać także w trakcie zwiedzania, jak choćby pomnik naszego misia-żołnierza Wojtka, który podczas wojny przeszedł cały bojowy szlak z II Korpusem generała Andersa, a dokonał żywota właśnie w Szkocji.

Dla Szkotów o wiele bardziej znanym zwierzakiem, który doczekał się swojego pomnika, jest jednak pies Bobby – symbol wierności (po śmierci pana do końca swego psiego życia nie ruszył się z jego grobu), a i nieoficjalny symbol samego Edynburga.

Edynburg to jednak nie tylko historia. Miasto cały czas się rozwija, a nowe budownictwo umiejętnie jest wkomponowywane w wielowiekowy krajobraz. Swoistym symbolem nowoczesnego rozmachu mogą być trzy mosty, przerzucone nad Zatoką Forth (Firth of Forth); oczywiście, można tam dojechać komunikacją lokalną.

Mieszkańcy Edynburga żyją więc doprawdy w ciekawym miejscu i potrafią korzystać z jego uroków. Wieczorami turyści są tu w mniejszości, a ulice i puby opanowuje młodzież. Potrafią się bawić z dobrze rozumianym luzem. Przykładem niech tu będzie przystrojony podczas ulicznego festynu pomnik wielbionego tu wszak Sir Waltera Scotta, ubrany zgodnie z tradycją kultywowaną przez młodzież w spiczastą czapeczkę (zrobioną chyba z pachołka drogowego:-), w której wielki pisarz pozostał także następnego dnia - co ciekawe, bez obrazy dla służb miejskich…


Projekt "Muzyczny klucz do Europy" jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej.

Treść strony internetowej odzwierciedla jedynie stanowisko jej autorów
i Komisja Europejska oraz Narodowa Agencja Programu Erasmus+
nie ponoszą odpowiedzialności za jej zawartość merytoryczną.