To była szybka decyzja. Nie zastanawiałyśmy się z Martą, moją koleżanką z Madrytu, zbyt długo. Płyniemy! Hurry up! – krzyknęła dziewczyna, która nas namówiła. Niestety na miejscu okazało się, że się spóźniłyśmy. Łódka (zwana tutaj punt) odpłynęła. Musiałyśmy czekać na następną.

Z uwagi na to, że miałyśmy sporo czasu zdecydowałyśmy się pójść na pyszna kawkę i lody. I już miałyśmy zasiąść w kawiarnianym ogródku…gdy nagle – jak nie lunie jak z cebra! Ściana deszczu! We’re lucky! Gdybyśmy zdążyły na wcześniejszy rejs, pewnie nie byłybyśmy z tego powodu zadowolone. A tak mogłyśmy na spokojnie rozkoszować się kawką i czekać aż popołudniowe słoneczko przedrze się przez chmury. Ok. It’s time to go – rzekła Marta. Na miejscu zbiórki czekali już pozostali uczestnicy naszej wyprawy – Amerykanie, dwie Brazylijki oraz Japończycy. Wejście na łódkę wcale nie było takie łatwe – trzeba było to zrobić powoli i ostrożnie, tak, aby łódka się nie wywróciła i nikt z nas nie doświadczył nieplanowanej kąpieli. 

Punting to nic innego jak pływanie specjalną łódką po płytszych i bardziej spokojnych rzekach. Jest to bardzo popularna rozrywka w Cambridge. Każdego dnia turyści i mieszkańcy udają się nad brzegi rzeki Cam, wsiadają do tych małych łódeczek i…odpływają. Dosłownie i w przenośni. Bo punting to naprawdę niesamowicie wyciszająca i relaksująca forma spędzania czasu. Tutaj pływają niemalże wszyscy. Do wyboru mamy dwie opcje: - pierwsza jest z przewodnikiem, który opowiadając nam historię tego urokliwego miasteczka steruje jednocześnie łódką. Używa przy tym dużego kija, którym dotyka dna, odpycha się od niego i w ten sposób wprawia łódkę w ruch. Jest jednak całkiem spore grono osób, które podejmują wyzwanie i próbują swoich sił w samodzielnym sterowaniu tymi łódeczkami. Śmiałków jest naprawdę dużo. I wcale im się nie dziwię. Punting okazał się jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie robiłam w ostatnim czasie. Jeśli dodamy do tego przepiękne otoczenie – widoki na najsłynniejsze brytyjskie college jak np. King’s College, Trinity College czy St John’s na pewno poczujemy się niesamowicie. Gorąco polecam spróbować!


Projekt "Muzyczny klucz do Europy" jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej.

Treść strony internetowej odzwierciedla jedynie stanowisko jej autorów
i Komisja Europejska oraz Narodowa Agencja Programu Erasmus+
nie ponoszą odpowiedzialności za jej zawartość merytoryczną.