Cork to drugie co do wielkości miasto w Republice Irlandii. Jeśli chodzi o całą wyspę, to trzecie - bo większy jest Belfast - ten  znajduje się jednak pod panowaniem brytyjskim.

Cork to bardzo stary port założony jeszcze przez Wikingów.

Szkolenie na Malcie, to moc inspiracji i nowych kontaktów. Dwa tygodnie w gronie nauczycieli z Holandii, Łotwy, Bułgarii, Polski i Malty, to zastrzyk energii i bank nowych pomysłów.
Codziennie od 9:00 do 15:30 mieliśmy zajęcia w kilkuosobowych grupach. Każdy dzień poświęcony był innym zagadnieniom.

I tak oto mój pobyt w Edynburgu dobiegł końca. Kurs skończony, certyfikat w dłoni – można wracać. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko. Tak to jest kiedy czas, pomimo obowiązków (o rany, nie pamiętam kiedy ostatnio naodrabiałem się tylu prac domowych…!), upływa naprawdę miło. Będzie co wspominać, a zdjęcia pomogą.

Jaki jest więc ten Edynburg? Miasto doprawdy robi wrażenie – począwszy od położenia, poprzez zabytki, a skończywszy na niezwykłej atmosferze. O wzgórzach, na których leży sam Edynburg już pisałem, ale warto wiedzieć, że miasto od wschodu i południa otaczają wzniesienia, które dostarczyć mogą niemałej frajdy miłośnikom trekkingu.

Dzień po moim przylocie na Maltę, podczas wieczornego zwiedzania okolic szkoły, w której mam kurs językowy, zauważyliśmy z kursantami tłum ludzi podążający z zapalonymi świeczkami. Na tyle duży, że zapytaliśmy jednego z uczestników czym jest on spowodowany. Okazało się, że uczestnicy marszu składali hołd zmarłej w wyniku zamachu bombowego Daphne Caruana Galizia.

Zacznę może od kwiatów z Edynburskiego Królewskiego Ogrodu Botanicznego dla wszystkich Koleżanek i Kolegów Nauczycieli w Polsce, a przede wszystkim pracujących w naszej Szkole na Sosnowej.

Jak wiadomo, Dzień Komisji Edukacji Narodowej przypadł w tym roku w sobotę, więc nie mogłem świętować go w szkole, gdyż w soboty i niedzielę Edinburgh School of English jest nieczynna. Ale za to od poniedziałku do piątku dzieje się tu całkiem dużo.

To naprawdę piękne miasto. Wystarczy dojechać do centrum i wszystko jasne – nad całością dominuje wzgórze zamkowe, a w zasadzie góra – skalista i stroma; gdzie nie spojrzeć coś ciekawego… Spacery tutaj to prawdziwa frajda. Nawet pogoda, taka trochę brytyjska – chmury i od czasu do czasu siąpi deszczyk, nie przeszkadza w delektowaniu się urokami miasta. Jednak jeśli tylko przebije się choć trochę słońca widoki są doprawdy olśniewające!

To była szybka decyzja. Nie zastanawiałyśmy się z Martą, moją koleżanką z Madrytu, zbyt długo. Płyniemy! Hurry up! – krzyknęła dziewczyna, która nas namówiła. Niestety na miejscu okazało się, że się spóźniłyśmy. Łódka (zwana tutaj punt) odpłynęła. Musiałyśmy czekać na następną.

Z uwagi na to, że miałyśmy sporo czasu zdecydowałyśmy się pójść na pyszna kawkę i lody. I już miałyśmy zasiąść w kawiarnianym ogródku…gdy nagle – jak nie lunie jak z cebra! Ściana deszczu! We’re lucky! Gdybyśmy zdążyły na wcześniejszy rejs, pewnie nie byłybyśmy z tego powodu zadowolone. A tak mogłyśmy na spokojnie rozkoszować się kawką i czekać aż popołudniowe słoneczko przedrze się przez chmury. Ok. It’s time to go – rzekła Marta. Na miejscu zbiórki czekali już pozostali uczestnicy naszej wyprawy – Amerykanie, dwie Brazylijki oraz Japończycy. Wejście na łódkę wcale nie było takie łatwe – trzeba było to zrobić powoli i ostrożnie, tak, aby łódka się nie wywróciła i nikt z nas nie doświadczył nieplanowanej kąpieli. 

Pierwszy dzień września zwiastuje  nie tylko koniec wakacji ale i mojej erasmusowo-londyńskiej przygody. W głowie huczy tysiąc pomysłów na nowe zajęcia i wspomnień z minionych dwóch tygodni.

Doskonale pamiętam, gdy przed wyjazdem nerwowo zmagając się z biurokracją  miałam z tyłu głowy myśl, że to nie jest tego warte.

Nie miałam racji. Było, jest i będzie warto (już myślę o następnej edycji Erasmusa w naszej szkole?). Mówię to w pełni świadoma, że przede mną jeszcze etap składania raportów z mobilności, „szerzenia” efektów, domykania projektu i z pewnością nie raz będzie nerwowo i stresująco. Ale wszystko, czego tutaj doświadczyłam jest tego warte:

Ostatnie zajęcia w LSI odbyły się nietypowo. Poszliśmy  całą grupą do pubu na English breakfast. Nie wszyscy dali się namówić na typowy angielski zestaw – pieczywo, ciepła kiełbasa, fasola i jajko sadzone na bekonie.  Nasza różnorodność kulturowa i tu dała o sobie znać. Niektórym z nas wystarczyła kawa z ciastkiem albo tosty z dżemem lub nutellą.

Świadomość zbliżającego się końca mojej mobilności sprawiła, że czas w Londynie zaczął przyspieszać. Jeszcze tylko dwa dni a tyle  do zobaczenia, chciałoby się więcej!

Utrwalając dzisiejszą gramatykę z zajęć comparatives, zastanawiałam się o ile lepiej znam język angielski niż dwa tygodnie temu, o ile lepiej znam Londyn niż kiedy tu byłam 6 lat temu, o ile….Stop. Na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. A skoro ten czas płynie szybciej niż dwa tygodnie temu :) to postanowiłam go nie marnować.

Oj, nie pamiętam kiedy ostatnio „TO” czułam: miałam może 7, może 12, a może 18 lat. Nie wiem. Wiem jednak, że zawsze pierwszy dzień nowego roku szkolnego był dla mnie czymś wyjątkowym. Do dziś pamiętam jak każdego roku, pod koniec wakacji, kupowałam z mamą książki, zeszyty, przybory szkolne. Pamiętam radość spotkania z przyjaciółmi, ale także pewien stres i obawy związane z nauką w wyższej klasie. Zastanawiałam się jaki będzie mój kolejny rok szkolny, czy dam sobie radę, czy będzie dużo pracy, czy będę z siebie i swoich postępów zadowolona.

Dzisiaj na nowo tego doświadczyłam. Radość mieszała się z niepewnością. Uczucie zniecierpliwienia i oczekiwania przeplatało się z podekscytowaniem. Mój pierwszy dzień w szkole.

Kiedy Nick – mój nauczyciel - ogłosił, że w poniedziałek 28 sierpnia mamy wolne ze względu na Bank Holiday, z całej grupy tylko nasza chińska koleżanka była zasmucona. Pozostali zacierali ręce  na myśl o trzech dniach wolnego w Londynie.

Dlaczego Bank Holiday i dlaczego właśnie w ostatni poniedziałek sierpnia? Pozwolę sobie zacytować przewodnik po Anglii:

 „Letnie Święto Bankowe jest obchodzone w Anglii, Walii i Irlandii Północnej w ostatni poniedziałek sierpnia (w Szkocji w pierwszy poniedziałek sierpnia). Święto zostało wprowadzone na podstawie Ustawy o Świętach Bankowych z 1871 roku i właśnie w tym roku obchodzono je po raz pierwszy. Pierwotnie jego celem było umożliwienie pracownikom banków udziału w meczach krykieta. Z początku w całym kraju Święto obchodzone było w pierwszy poniedziałek sierpnia, ale od 1965 roku (w pierwszych latach testowo) przeniesiono je w Anglii, Walii i Irlandii Północnej na ostatni poniedziałek sierpnia. Obecnie Letnie Święto Bankowe służy jako ostatnia odskocznia przed rozpoczynającym się rokiem szkolnym.”


Projekt "Muzyczny klucz do Europy" jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej.

Treść strony internetowej odzwierciedla jedynie stanowisko jej autorów
i Komisja Europejska oraz Narodowa Agencja Programu Erasmus+
nie ponoszą odpowiedzialności za jej zawartość merytoryczną.